Blog > Komentarze do wpisu
500 dni miłości, czyli pryzmat osobistych doświadczeń

Dziś szybciutko, w biegu, bo bardzo jestem zajęty prezentami (niestety - przygotowaniem tekstu, nie kupowaniem jeszcze), ale niech coś się na blogu dzieje. Z ostatnio wchłoniętych (jaka mawia Kamil) - "500 Days of Summer", czyli "500 dni miłości" (swoją drogą mania polskich dystrybutorów dodawania wszędzie słowa "miłość" zasługuje na osobną notkę). Film o miłości, odżegnujący się od bycia "komedią romantyczną", fajnie nakręcony (zachwiana chronologia, przeplatanie płaszczyzn czasowych, nieoczywisty rozwój fabuły). Rzecz sympatyczna, ale nie aż tak doskonała, jak opiewają ją w Ameryce. Mniejsza zresztą o film, ważna jest refleksja, która mnie naszła. Otóż, filmy o miłości to taki specyficzny gatunek, który interpretuje się bardzo pod wpływem własnych osobistych doświadczeń. Oczywiście, wszystko się tak interpretuje, ale chyba w kinie romantycznym cholernie ważne jest, czy opowiadana historia jest jakoś podobna do własnych perypetii widza. Zwłaszcza oczywiście, gdy mowa o jakimś uczuciu skomplikowanym, a nie o prostej historii z rom-comu (która zresztą zwykle tyle ma wspólnego z realizmem, co "zmutowane neutrina"). Gdy jednak mamy jakąś opowieść o złożonym uczuciu, nie wiem, rozstaniu, powrocie, czymkolwiek to w przypadku, gdy widz poczuje, że to w jakimś stopniu o nim, że odnajduje sibie samego w słowach, decyzjach, reakcjach (często przecież absurdalnych) osoby szczęśliwie/nieszczęśliwie zakochanej, to jest filmowi wybaczyć bardzo wiele. I być może to właśnie casus "500 dni lata" - podobne smutne perypetie miłosne w dzisiejszych czasach przeżywa wielu facetów.

Łatwiej jest z nastolatkami. Oni nie mają miłosnych przeżyć, oni mają wyobrażenia. I im można sprzedać cokolwiek, nawet miłość do wampira.

 

czwartek, 03 grudnia 2009, konrad_wagrowski

Polecane wpisy

  • Stanlemian

    "Głos Lema" zacząłem czytać (po znajomości) od opowiadania Wojtka Orlińskiego . Jest niezłe - ale nie ze względu na wątek Lemowski (wpisany tu w formie edukacy

  • Ziarno prawdy

    Nowy Miłoszewski całkiem, całkiem - broni się i jako dobra historia kryminalna (w której czytelnik może snuć teorie, a i tak zostanie zaskoczony) i jako barwny

  • "Nadchodzi" - gęsta proza historyczno-fantastyczna

    Zbiór opowiadań Łukasza Orbitowskiego „Nadchodzi” prezentuje tylko jeden premierowy tekst i cztery wcześniej opublikowane. Tym niemniej warto się

Komentarze
2009/12/04 10:48:40
@Łatwiej jest z nastolatkami. Oni nie mają miłosnych przeżyć, oni mają wyobrażenia

Z wpisem generalnie się zgadzam, ale nie lekceważyłbym tak nastolatków. Chyba że piszesz tylko o przedziale 11-14, bo bardziej zaawansowane wiekowo nastolatki mogą już mieć miłosne przeżycia (wiem z autopsji).
-
konrad_wagrowski
2009/12/04 11:36:10
No tak, 15-latkowie potrafią przecież skakać z dachów z tej okazji (casus znany z życia). Ale jest to jednak na poziomie pewnego romantycznego uniesienia, które w filmie zawsze łatwiej zobrazować, niż uczucie złożone, pełne upadków i wzlotów.
-
2009/12/04 13:41:02
halo ja brzoza ja brzoza. z bloxem jest o tyle kiepsko, że się trzeba logować nickiem, żeby skomentować. a przecież nicki są tajne w realu - nie? ;-) Ela z Heyah, niech będzie, żeby się kompletnie nie odkrywać. no chyba, że się mylę co do procedury komentowania - trudno, raz kozie śmierć.
"500..." nie oglądałam, mam marne szanse ostatnio ;-) ale za to kupiłam książkowy zmierzch, akurat z czytaniem kłopotów nie mam - i co, niefajne będzie?
ale tak w ogóle chciałam o czym innym. że zamawiam notkę o filmach bożonarodzeniowych. takich, żeby poczuć wiadomo co. no i odpowiednio wcześnie, żeby je zdobyć, niekoniecznie przed samą godziną zero.
pozdrawiam serdecznie, Ciebie i Obie Panie.
-
konrad_wagrowski
2009/12/05 10:37:57
Elu, ale podaj do siebie jakiś inny kontakt, bo głupio tak rozmawiać przez komentarze na blogu. :)