Blog > Komentarze do wpisu
Niemcy w kosmosie

Właśnie spełniło się jedno z moich dziecięcych marzeń - moje nazwisko pojawiło się w najnowszym numerze "Nowej Fantastyki". Kamil Ś. opublikował mi lekki, acz chyba sympatyczny artykulik o niemieckich reżyserach fantastyki (brzmi prawie jak "legendarni żydowscy bejsboliści" - pamiętacie z czego to?). No i muszę przyznać, że żadna publikacja, nawet w tych większych i bardziej znanych mediach nie sprawiła mi większej frajdy niż ta. :)

 

A oto wyimek z artykułu:

Gottfried Kolditz

Powiązany z DEFA Gottfried Kodlitz zasłynął głównie enerdowskimi westernami, ale fantastyczny dorobek ma niemały, bo zamykający się w liczbie dwa. Najpierw były „Sygnały MMXX” (1970) (literki oznaczają tu rok 2020 – to już za 10 lat!), film, który miał być rzetelnym zapisem misji kosmicznej, a stał się w miarę efektownym nudziarstwem (ale ze śliczną naszą Ireną Karel), w którym pewne emocje budzą się dopiero w ostatniej fazie akcji ratunkowej wobec uszkodzonego statku. Produkt raczej zimny w odbiorze, w przeciwieństwie do kolejnego filmu SF Kolditza – nieprawdopodobnego „W pyle gwiazd” (1976).

Zaskakuje, że ten film nie jest do tej pory stawiany obok „Rocky Horror Picture Show” jako wcielenie fantastycznego campu. Być może wiąże się to z faktem, że jest nieco za mało znany, być może dlatego, że camp jest tu raczej niezamierzony. Fabuła (mało istotna) mówi o wyprawie astronautycznej, która na obcej planecie ma zbadać przyczyny wysłania sygnału SOS. Tam znajduje hedonistycznie nastawionych do życia tubylców, którzy okazują się być Złowrogimi Oprawcami. Na ich czele stoją ludzie z fryzurami „na enerdowskiego piłkarza” – z tyłu grzywa i wąsy na przedzie. Gwardia zaskakuje strojami – siatkowymi podkoszulkami zakładanymi na owłosione klaty i lateksowymi krótkimi spodenkami. Czołowy Złoczyńca przez większość filmu przechadza się w szlafroku. Orgia przypomina enerdowską dyskotekę, ale film też zapewni widzom ujęcia nagiego kobiecego ciała w czasie długiego kosmicznego prysznica. A w tym wszystkim jeszcze nasz Leon Niemczyk w roli wesołego astronauty. To trzeba zobaczyć!

Reszta oczywiście w lutowej "Nowej Fantastyce".


środa, 03 lutego 2010, konrad_wagrowski

Polecane wpisy

  • Stanlemian

    "Głos Lema" zacząłem czytać (po znajomości) od opowiadania Wojtka Orlińskiego . Jest niezłe - ale nie ze względu na wątek Lemowski (wpisany tu w formie edukacy

  • Ziarno prawdy

    Nowy Miłoszewski całkiem, całkiem - broni się i jako dobra historia kryminalna (w której czytelnik może snuć teorie, a i tak zostanie zaskoczony) i jako barwny

  • "Nadchodzi" - gęsta proza historyczno-fantastyczna

    Zbiór opowiadań Łukasza Orbitowskiego „Nadchodzi” prezentuje tylko jeden premierowy tekst i cztery wcześniej opublikowane. Tym niemniej warto się

Komentarze
2010/02/04 12:05:55
Congrats.