RSS
czwartek, 03 listopada 2011
Stanlemian

"Głos Lema" zacząłem czytać (po znajomości) od opowiadania Wojtka Orlińskiego. Jest niezłe - ale nie ze względu na wątek Lemowski (wpisany tu w formie edukacyjnej dla zagranicznego czytelnika - bo powstało chyba jednak na potrzeby anglojęzycznej antologii), ale ze względu na bardzo fajny pomysł wirtualnej ruletki (zamiast grać w kasynie, przenosisz się do Nowego Jorku lat 80. i na różne sposoby próbujesz tam zbić kasę), zasługujący wręcz na powieściowe rozwinięcie. :)




10:29, konrad_wagrowski
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 października 2011
Ziarno prawdy

Nowy Miłoszewski całkiem, całkiem - broni się i jako dobra historia kryminalna (w której czytelnik może snuć teorie, a i tak zostanie zaskoczony) i jako barwny wizerunek Sandomierza i małomiasteczkowej społeczności. A do tego niezły humor (także z ojca Mateusza). Ciekawostka - ci, którzy zachwycali się esbeckim układem w "Uwikłaniu" pewno tym razem będą zawiedzeni wątkami Grossowskimi. Ale dla mnie rzecz lepsza od "Uwikłania" i "Domofonu".

Aha - zapewne gdy Bromski zrobi ekranizację, przeniesie akcję do Kazimierza, Szackiego znów zastąpi Szacką, starego komisarza Wilczura zastąpi młodym Wilczkiem (i dorobi romans) i wytnie wszystkie wątki żydowskie.

20:48, konrad_wagrowski
Link Komentarze (1) »
środa, 10 listopada 2010
"Nadchodzi" - gęsta proza historyczno-fantastyczna
Zbiór opowiadań Łukasza Orbitowskiego „Nadchodzi” prezentuje tylko jeden premierowy tekst i cztery wcześniej opublikowane. Tym niemniej warto się w niego zaopatrzyć, bo siła oddziaływania pięciu tak sugestywnych opowiadań zebranych razem jest z pewnością dużo większa, niż w przypadku sporadycznych wypraw w mroczne światy autora „Popiela Armeńczyka”.

Wydawca swego czasu reklamował książkę Łukasza Orbitowskiego następującym stwierdzeniem: „Książka stanowi pewną nowość w dotychczasowej karierze pisarskiej autora, głównie z powodu tematyki poruszanej w tych opowiadaniach. W kilku tekstach pojawia się bowiem tematyka historyczna”. Należy to jednak uściślić – tematyka historyczna jest klamrą spinającą ten zbiór, bo podejmuje go znane już wcześniej opowiadania „Popiel Armeńczyk” i jedyna nowość w tym zbiorze – tytułowa mikropowieść „Nadchodzi”. Pozostałe trzy teksty, choć utrzymane w podobnym klimacie, poruszają jednak raczej inne tematy. „Strzeż się gwiazd, w dymie się kryj” (znane z „Księgi strachu”) to nieco w stylu „Dziecka Rosemary” (acz bez diabła) opowieść o macierzyńskiej paranoi (A może nie? Interpretacja pozostaje po stronie czytelnika), „Cichy dom” (z antologii „AD XIII”) to bardziej klasyczna (w treści, nie w formie) opowieść grozy, z kolei „Zatoka tęcza” (pierwodruk w „SFFiH”) bliższa jest science fiction w wersji Raya Bradbury’ego, czyli bardziej stawiając na klimat i fantazję, niż naukowe podstawy.
Czytaj cały tekst TUTAJ.
21:04, konrad_wagrowski
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 listopada 2010
Kawałek na dziś (1)

"What Else is There" Royksopp ma te dwie magiczne cechy:

- nie jest do niczego tak naprawdę podobny (barwa tonu wokalistki?) nie daje się usunąć z pamięci

- muzycznie działa na jakimś dziwnym, posiwadomym poziomie.

A gdy dodamy jeszcze cudny wideoklip, będzie jasne, dlaczego ten właśnie kawałek umila mi dziś deszczowy poniedziałek.

15:23, konrad_wagrowski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 listopada 2010
Sztuczni ludzie-nieludzie i potwory
Krzysztof Kochański to pisarz, którego nazwisko kojarzy wiele osób, ale twórczość – za wyjątkiem może „Zabójcy czarownic” – już niewielu. Wydane w zeszłym roku dwa tomiki opowiadań dają niezły przekrój przez twórczość tego autora.

„Zabójca czarownic” i „Drzwi do piekła” w sumie prezentują 22 opowiadania Kochańskiego – nie wszystkie istotne teksty dla tego autora, ale bardzo solidną reprezentację, łączącą w sobie klasyki z lat 80. i teksty współczesne. Zbiory zresztą wyraźnie różnią się między sobą. „Zabójca czarownic”, będący rozwinięciem pierwszego wydania z roku 1988 o kilka późniejszych opowiadań, prezentuje teksty fantastycznonaukowe. „Drzwi do piekła” koncentrują się natomiast na literaturze grozy.
Wspomniałem o „Zabójcy czarownic”, który to tekst dał zresztą tytuł całemu zbiorowi, opowiadania pamiętnemu, nagradzanemu, przez redakcję „Fantastyki” uważanej za jeden z najistotniejszych tekstów w pierwszych latach pisma. Paradoksalnie – dzisiaj ten tekst broni się stosunkowo najsłabiej, wyraźnie się zestarzał. Kiedyś z pewnością szokujące dla czytelników było samo połączenie fantasy i science fiction w jednym tekście, dziś, gdy takie hybrydy są na porządku dziennym, tekst, o stosunkowo nieskomplikowanej fabule, nie robi już większego wrażenia.
Reszta tekstu TUTAJ.
20:26, konrad_wagrowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 listopada 2010
Elfy lubią oglądać westerny
„Czarny Horyzont” Tomasza Kołodziejczaka to długo oczekiwane rozwinięcie świata wcześniejszych opowiadań w powieść. Z jednej strony książka reprezentuje wszystko to, za co chwalone były krótkie formy, z drugiej strony pozostawia lekki niedosyt i budzi apetyt na więcej.

Trzeba przyznać, że pomysł zaprezentowany przez Tomka Kołodziejczaka w opowiadaniach „Klucz przejścia” i „Piękna i graf” fascynował. Na Ziemię przybywają istoty z innego świata – balrogowie. Są oni wcieleniem czystego zła, ich celem jest totalitaryzm absolutny, zapanowanie nad ludzkością, uczynienie z nas wszystkich okrutnie traktowanych niewolników. Wraz z nimi wkracza w nasze realia potężna magia, taka, jaką znamy z powieści fantasy, magia, która może zwyciężyć naszą rozwiniętą technologię. Na szczęście balrogowie nie są jedynymi przybyszami. Z pomocą dla ludzi przychodzą elfy, które również dysponują magią, ale, tak jak u Tolkiena, reprezentują szlachetność i dobro. Ludzie wraz z elfami stawiają opór i pomimo tego, że siły zła podbijają niemałe obszary świata, wojna trwa. Już od kilkudziesięciu lat Polska, leżąca na granicy między światem balrogów – Gehenną, a ziemiami wolnymi od sił zła, jest nowym przedmurzem.
Dwa opowiadania pozostawiały niedosyt – czemu tak rozbudowana, inspirująca wizja została ledwie zarysowana? „Czarny Horyzont” miał zaspokoić oczekiwania czytelników, po raz kolejny przenosząc ich do mrocznej wizji przyszłości, ale tym razem w ramach „pełnometrażowej” powieści. Zaspokoił, lecz nie do końca.
Całość tekstu TUTAJ.
20:03, konrad_wagrowski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 czerwca 2010
Z powodu przedwakacyjnej gorączki...

...blog chwilowo zawieszony. Powróci po 19 lipca. Nowy Jork też powróci.

 

09:48, konrad_wagrowski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 czerwca 2010
Mój mały udział w wampirzej uczcie

Przerywamy program wycieczki do Nowego Jorku na małą reklamę - jutro wychodzi kolejny fajny leksykon Kamila Śmiałkowskiego, tym razem o wampirach. Miałem przyjemność zamieścić w nim jeden esej - poświęcony "Cronosowi" Guillermo del Toro. Zachęcam do wbicia kłów w tę książeczkę.

 

11:34, konrad_wagrowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 maja 2010
Nowy Jork: Co jest najpiękniejsze w Central Parku?

Oczywiście to, jak cudnie zieleń łączy się na jego brzegach z ciekawą architekturą. Można pstrykać setki zdjęć i wciąż nie mieć dosyć - zawsze wygląda to prześlicznie.

 

fot. Monika Twardowska-Wągrowska

 

Tagi: Nowy Jork
23:40, konrad_wagrowski
Link Komentarze (2) »
środa, 26 maja 2010
Nowy Jork: W roli paparazzi

Skłamałbym, twierdząc, że do Nowego Jorku jedzie się by wypatrywać celebrytów, ale jednak jakiś tam dreszczyk przechodzi, gdy stwierdzasz, że właśnie przechodzisz obok teatru, w którym za 5 minut zaczyna się sztuka z Denzelem Washingtonem w roli głównej. Bo przecież najprawdopodobniej Denzel jest właśnie jakieś 50 metrów od ciebie! A może to nawet on przejechał prze chwilką w tej limuzynie z przyciemnionymi szybami! Szkoda, że nie widziałem go, gdy wysiadał – tak jak Oferma w „Zamachu na Milusia” (o ile dobrze pamiętam), gdy mógł przez chwilę rozkazywać Zbójcerzom – miałbym co wspominać do końca życia. Ostatecznie zawsze zostaje wyprawa do teatru, ale to już nie to – w teatrze to ja nawet Janusza Gajosa ostatnio dwa razy widziałem, a i Catherinę Zetę-Jones mógłbym (gdybyśmy się zdecydowali na „A Little Night Music” na Broadwayu, ale w końcu poszliśmy jakże oryginalnie na „West Side Story” – o czym wkrótce).

Ale los jest o tyle sprawiedliwy, że potrafi zamiast Denzela rzucić nam Ricky’ego Gervaisa (niewtajemniczonym wyjaśniam, że to wesoły szef biura z brytyjskiego „The Office” i konferansjer z tegorocznych Złotych Globów). Podróżował tym samym promem z jakąś ekipą z kamerą i skubaniec cały czas odkręcał się tyłem do naszego aparatu fotograficznego. Ale w końcu udało się go dopaść.

 

fot. Monika Twardowska-Wągrowska

Tagi: Nowy Jork
16:02, konrad_wagrowski
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6