RSS
środa, 23 grudnia 2009
Miałem 10 lat i widziałem Gwiezdne wojny

Okres przedświąteczny nie sprzyja prowadzeniu bloga, ale obejrzenie "Avatara" musi zmobilizować do napisania choćby kilku słow. Bo:

- to jest "Avatar"

- widziałem przedremierowo i mogę szpanować

- widziałem w 3D w IMAX-ie

- to jest "Avatar"

A więc... Poczułem się jak dziesięciolatek oglądający pierwszy raz w życiu "Gwiezdne wojny". Dech zaparło. Zgadzam się, że fabuła nie jest wyszukana, że to coś w rodzaju "Tańczącego z wilkami" w kosmosie, ale... Co to kogo obchodzi. Trzeba obudzić w sobie dziecko, cieszyć się z prostego podziału na dobro i zło i rozkoszować się tą, o rany! nieprawdopodobną wizualną ucztą.

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

A trochę więcej o filmie TUTAJ.

 

16:49, konrad_wagrowski
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 grudnia 2009
Polskie kino... no może nie rządzi, ale na pewno drgnęło

Właściwie nie powinienem pisać tej notki tuż po skrytykowaniu "Zombilandu", bo Piotrek odeślę mi dyskusję DiN o "Avatarze" z adnotacją, że z tym panem już więcej nie chce mieć nic wspólnego, ale cóż... Przyjacielem mi Plato, ale większym przyjacielem mi prawda (kto to powiedział?). Byłem jakiś czas temu na podwójnym polskim seansie filmowym i bardzo mi się podobało.

Zaczęło się od "Rewersu". Paweł T. Felis napisał, że niesłusznie ten film nie dostał w Gdyni nagrody za scenariusz, ale nie miał racji. Bo scenariusz wcale nie jest najmocniejszą stroną "Rewersu". To w gruncie rzeczy dość prosta historyjka, z przewidywalnymi zwrotami akcji. Ale sposób podania bardzo mi przypadł do gustu - po prostu od samego początku do samego końca film oglądałem z niekłamaną przyjemnością. Sztuczki formalne były nieprzeszarżowane, aktorsko całość bardzo dobra, kapitalny Dorociński jako socjalistyczny macho, humor w wersji tradycyjnej (księgowy) i czarnej (większość), ale przede wszystkim ciekawe ujęcie stalinizmu, bez martyrologii, ale też bez zakłamania, z wyraźnym przesłaniem, że czas był to koszmarny. Mały zgrzyt - fatalna charakteryzacja Buzkowej na starą kobietę - nie psuje ogólnego bardzo pozytywnego wrażenia.

"Dom zły" Smarzowskiego - a tu już bez żadnych zgrzytów. Po raz kolejny Smarzowski chwycił mnie mocno za... nie powiem co. Smarzowski naprawdę ma rzadką umiejętność przykucia uwagi do ekranu na cały seans i mocnego trzymania w napięciu. Nie widziałem w tym też słabszej, odpuszczonej roli - wszystkie były wyraziste i przekonujące. Świetnie wyszła scenografia, w obu planach czasowych. A co do umazania w błocie... Cóż, czułem się, jakbym oglądał obcy świat, z którym nie mam nic wspólnego, ale w istnienie którego mogę spokojnie uwierzyć. W sumie bardzo silne doświadczenie emocjonalne, które trzyma mnie do dziś. Chyba od czasu "Długu" żaden polski film mną tak nie zawładnął.

 

14:52, konrad_wagrowski
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 grudnia 2009
Ząbiland

Powiedzcie mi, doświadczenie blogowicze, jak Wy to robicie, że cały czas znajdujecie czas, by wpisywać regularne notki? Ja się zbieram z tym "Zombielandem" już od piątku i ciągle coś mi staje na przeszkodzie. Może teraz - choć kilka słów.

Generalnie - zgadzam się z recenzją Jarka Loretza. Film nie jest zły, ale mógłby być zdecydowanie lepszy. Wielki szum zza oceanu, jaki z nim przybył (na imdb chyba miejsce w TOP 250 - ale chyba już wypadł) sugerował niewiadomoco, a dostaliśmy przyzwoitą komedyjkę, która - w zderzeniu z obietnicą - lekko rozczarowuje. Do mitologii zombie nie wnosi literalnie nic (oczywiście - przecież nie musi, ale mogłaby). Film jest mocno nierówny - dobry początek, przyzwoite rozwinięcie, pół godziny nudy (nie wiem czy pół godziny, ale był taki okres seansu, który mocno mi się dłużył), wreszcie NAPRAWDĘ DOBRY FINAŁ. Nieco śmiechu (ale nie tak znów wiele), niezłe cameo Murraya (ale - tu się pewnie naraże temu i owemu - wcale nie aż tak znów genialne, a zwieńczenie występu raczej głupie niż śmieszne, pomijając może świetny tekst o "Garfieldzie"), kilka tu i ówdzie wplecionych fajnych scenek, ale w sumie nic mi po seansie nie zostało. I nawet nie wiem do końca czego zabrakło. Może właśnie jakiegoś zachwiania zgranej konwencji? Może większej odwagi twórców?

A przy okazji - tak by wyglądała Mila Kunis, gdyby zagrała w "Zombielandzie".

 

14:47, konrad_wagrowski
Link Komentarze (7) »
piątek, 04 grudnia 2009
Dwa komiksy grzechu warte

Czas dzisiaj na coś komiksowego - bo ostatnio tylko obrazki mi jakoś wchodzą (literki w książkach są najwyraźniej za małe). A zresztą przyznać trzeba, że owe obrazki zacnej jakości jakoś ostatnio się pojawiły. Dziś będzie o dwóch.

D'Artagnan. Dziennik kadeta

Kapitalna rzecz. Najwyraźniej Juncker zna muszkieterów lepiej od Dumasa, bo uczynił z nich postacie z krwi i kości. Niby wszystko jest wierne treści "Trzech muszkieterów", ale jednak jakieś bardziej soczyste, prawdziwe, bohaterowie nie tacy cukierkowi, dylematy D'Artagnana wyrazistsze, kontrowersyjne fragmenty fabuły bardziej wyeksponowane. Pisałem o tym komiksie szerzej TUTAJ, więc tylko podrzucam okładkę, żebyście nie przeoczyli:

 

Halloween Blues

Może najpierw się pochwalę - mój egzemplarz ma piękny rysunek Zbigniewa Kasprzaka, który na drugiej stronie dedykację osobistę (gdy robiłem z nim wywiad) okrasił śliczną buzią Dany Anderson, czyli eterycznej bohaterki tego komiksu. Zaprawdę, powiadam Wam - jest czego zazdrościć.

A sam komiks też wyborny. Niby taka opowieść kryminalna z lat 50,. mocno w nastroju noir z obowiązkowymi elementami (piękne kobiety fatalne, skorumpowani gliniarze, zgorzkniały detektyw), ale z pewnym intrygującym dodatkiem. Otóż, bohater mieszka z... duchem swej zamordowanej żony. I nikt nie wie przez kogo zamordowanej - może nawet przez samego detektywa? Wyobraźcie sobie, że wracacie do domu, a tam żona (zazdrosna nadal wobec kobiet z krwi i kości) robi wam wyrzuty o to, że nie dość, że ją zabiliście, to jeszcze zdradzacie. Utarczki słowne tych swojga są kapitalnym motywem przewodnim. Ale kryminalne historie też niczego sobie.

Drogie to jak cholera (150 zł), ale warto. Gdyby wydali to w 7 albumach (bo to 7 zeszytów w twardej oprawie) zapłacilibyście nie mniej niż 7x 30 = 210 zł.

Poniżej okładka i dwa kadry. Ładnie, realistycznie narysowane, z dużą ilością nagich damskich biustów. Swoją drogą, czemu komiksiarze zawsze rysują tylko ładne biusty?

 

16:41, konrad_wagrowski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 grudnia 2009
500 dni miłości, czyli pryzmat osobistych doświadczeń

Dziś szybciutko, w biegu, bo bardzo jestem zajęty prezentami (niestety - przygotowaniem tekstu, nie kupowaniem jeszcze), ale niech coś się na blogu dzieje. Z ostatnio wchłoniętych (jaka mawia Kamil) - "500 Days of Summer", czyli "500 dni miłości" (swoją drogą mania polskich dystrybutorów dodawania wszędzie słowa "miłość" zasługuje na osobną notkę). Film o miłości, odżegnujący się od bycia "komedią romantyczną", fajnie nakręcony (zachwiana chronologia, przeplatanie płaszczyzn czasowych, nieoczywisty rozwój fabuły). Rzecz sympatyczna, ale nie aż tak doskonała, jak opiewają ją w Ameryce. Mniejsza zresztą o film, ważna jest refleksja, która mnie naszła. Otóż, filmy o miłości to taki specyficzny gatunek, który interpretuje się bardzo pod wpływem własnych osobistych doświadczeń. Oczywiście, wszystko się tak interpretuje, ale chyba w kinie romantycznym cholernie ważne jest, czy opowiadana historia jest jakoś podobna do własnych perypetii widza. Zwłaszcza oczywiście, gdy mowa o jakimś uczuciu skomplikowanym, a nie o prostej historii z rom-comu (która zresztą zwykle tyle ma wspólnego z realizmem, co "zmutowane neutrina"). Gdy jednak mamy jakąś opowieść o złożonym uczuciu, nie wiem, rozstaniu, powrocie, czymkolwiek to w przypadku, gdy widz poczuje, że to w jakimś stopniu o nim, że odnajduje sibie samego w słowach, decyzjach, reakcjach (często przecież absurdalnych) osoby szczęśliwie/nieszczęśliwie zakochanej, to jest filmowi wybaczyć bardzo wiele. I być może to właśnie casus "500 dni lata" - podobne smutne perypetie miłosne w dzisiejszych czasach przeżywa wielu facetów.

Łatwiej jest z nastolatkami. Oni nie mają miłosnych przeżyć, oni mają wyobrażenia. I im można sprzedać cokolwiek, nawet miłość do wampira.

 

15:56, konrad_wagrowski
Link Komentarze (4) »